Godzina za godziną gubię roztańczone klepsydry. Wszystkie się spieszą; w pogoni za celem łamią obcasy i nie zwracają uwagi na światło. Zapędzone. Zupełnie nie potrzebne, gdyż zaślepione tracą każde ziarenko, które powinno znajdować się wewnątrz.
Poniekąd.
Gubię je, wypadają mi z bezdennych kieszeni, momentalnie roztrzaskują się o chłodny bruk. Uśmiercone rozpływają się w przestrzeni skonstruowanej przez Czas.
Jeden do zera.
Dla mnie.
2 komentarze:
żyjesz?
Okazuje się, Że jeszcze jednak tak;)
Prześlij komentarz