Pierworodny brzdęka o pierniki, a ja ciągle wzywam "jutro", któro póki co nie nadchodzi. Mobilizacja pilnie potrzebna w ilościach dużych. Nawet kawa nie stawia mnie już na nogi, zima przecież i czas zapaść w sen. Ten zaś nocą omija mnie szerokim łukiem, za dnia działa ze zdwojoną siłą. W domu, na spacerze, w autobusie. Upierdliwy jest, a powieki zbyt ciężkie. Zazwyczaj w końcu kapituluję, zagrzebana pod kocem, marząca o czekoladzie z orzechami tudzież innych udziwnieniach, których jak to zwykle bywa (na złość, kurwa) na stanie brak.
Nowe wyzwanie: załóż buty z cholewkami do kolan, nie sapiąc i nie turlając się. I nie przeklnij.
4 komentarze:
powaliłaś mnie tym turlaniem ;-)
To i tak pocieszające, ze buty sie zapinają ;)
hahahaha, uwielbiam Cię! :D
Czekolady u nas pod dostatkiem, bo ja na diecie :P Łap lecą do Ciebie tabliczki z orzechami i mleczna :) A na pierniki zapraszam do mnie, od jutra zaczynam :)
ja miewam takie zachcianki choć nie jestem w ciąży :)
Prześlij komentarz