Irytacja towarzyszy mi od rana. Wyszła razem ze mną z domu, w którym najchętniej bym się zaszyła. Konieczność opuszczenia bezpiecznego terytorium spowodowała, że gdzieś w okolicach czubka mojej głowy, zapaliła się czerwona lampka. Co jakiś czas upierdliwe piszczenie w uszach dawało znać o podniesionym ciśnieniu. Żądza mordu na poziomie umiarkowanym, co nie znaczy, że wszystko w normie.
Nie wszystko.
Lubię ludzi ale to nie przeszkadza im w notorycznym wprawianiu mnie w podły nastrój. Lubię ludzi, a oni zawodzą a to znaczy, że i ja zawodzę, chociaż bardzo tego nie chcę. Zawodzę, bo moja wiara mimo wszystko nie jest mniejsza, jestem gotowa dawać kolejne szanse kolejnym przedstawicielom naszego gatunku. Przykre, gdy oni nie dają szansy mnie i przez dłuższą chwilę jestem zmuszona oglądać plecy, urozmaicone plamami potu. Chwila ta trwa dopóki nie wyjdę i nie wrócę na bezpieczny grunt. Z filiżanką kawy z mlekiem i zbyt dużą ilością cukru.
Zbiór zbyt wielu słów i zbyt małej ilości gestów. Obrazy, których nigdy nie chcę zapomnieć aby pamiętać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz