Prawie dwa miesiące bez Ciebie, drogi Dziadku. Mój Przyjacielu, Powierniku. Opiekunie. Dwa miesiące, odkąd jesteś naszym Aniołem, bo bez wątpienia jesteś tu i teraz ze mną. Z nami. Odczuwamy Twoją obecność z radością oraz żalem. Tęsknota dławi. Zaciska swoje chude, zimne palce na moim gardle, nadgarstku. Od czasu do czasu jej włosy muskają nagie ramiona, walczące ze strachem przed nieznanym, a także przed tym, co już nadeszło i zostało dopełnione.
Chociaż wielokrotnie krzyczałam nie odchodź, nie obejrzałeś się ani razu, bo ponoć nie wolno. Zaufałeś Jej, zbyt bladej, zbyt wysokiej by mogła być uznana za atrakcyjną. Z tym ostrym narzędziem w lewej, z czarnym rękawem na prawej. Na chwilę zdjęła kaptur, by wyrazić swój szacunek dla Ciebie. A później... po raz kolejny nie uwierzyłam łzom, które bezceremonialnie obnażyły moje uczucia.
Świat już taki jest. Brutalny w swej prostocie, prosty w swej brutalności. Śmierć ofiarowała Tobie pocałunek, a ja po raz kolejny mam w sobie życie. Nic nie mogę poradzić na to, że Je kocham.
6 komentarzy:
życie nie pozostawia pustki, jeden umiera, drugi się rodzi
gratulacje
Circle of life... Cudowna nowina i uśmiech przez łzy.
Isa - czy Ty piszesz gdzieś obecnie?
Tak, tam, gdzie pisałam, tylko zamknęłam dostęp. Podaj maila, to wyślę zaproszenie:)
topsyy.turvy@gmail.com :) czekam niecierpliwie.:)
Wysłane:)
Prześlij komentarz