czwartek, 31 lipca 2014

Odszedł... by mogło nadejść.

Prawie dwa miesiące bez Ciebie, drogi Dziadku. Mój Przyjacielu, Powierniku. Opiekunie. Dwa miesiące, odkąd jesteś naszym Aniołem, bo bez wątpienia jesteś tu i teraz ze mną. Z nami. Odczuwamy Twoją obecność z radością oraz żalem. Tęsknota dławi. Zaciska swoje chude, zimne palce na moim gardle, nadgarstku. Od czasu do czasu jej włosy muskają nagie ramiona, walczące ze strachem przed nieznanym, a także przed tym, co już nadeszło i zostało dopełnione.

Chociaż wielokrotnie krzyczałam  nie odchodź, nie obejrzałeś się ani razu, bo ponoć nie wolno. Zaufałeś Jej, zbyt bladej, zbyt wysokiej by mogła być uznana za atrakcyjną. Z tym ostrym narzędziem w lewej, z czarnym rękawem na prawej. Na chwilę zdjęła kaptur, by wyrazić swój szacunek dla Ciebie. A później... po raz kolejny nie uwierzyłam łzom, które bezceremonialnie obnażyły moje uczucia.



Świat już taki jest. Brutalny w swej prostocie, prosty w swej brutalności. Śmierć ofiarowała Tobie pocałunek, a ja po raz kolejny mam w sobie życie. Nic nie mogę poradzić na to, że Je kocham. 


6 komentarzy:

Unknown pisze...

życie nie pozostawia pustki, jeden umiera, drugi się rodzi
gratulacje

isa pisze...

Circle of life... Cudowna nowina i uśmiech przez łzy.

Pani eM. pisze...

Isa - czy Ty piszesz gdzieś obecnie?

isa pisze...

Tak, tam, gdzie pisałam, tylko zamknęłam dostęp. Podaj maila, to wyślę zaproszenie:)

Pani eM. pisze...


topsyy.turvy@gmail.com :) czekam niecierpliwie.:)

isa pisze...

Wysłane:)