środa, 20 sierpnia 2014

Czuję się...

...dobrze. Jest mi dobrze. Z każdą chwilą jest mnie więcej. Kawałek po kawałku pochłaniam łapczywie swoje szczęście, które raczyło się ze mną wreszcie spotkać.

Biszkopt ze śmietaną i malinami chodzi mi po głowie. Uwielbiam swoją kuchnię, ale jeszcze lepiej mi z książką na kanapie. Nie po drodze mi po mikser. Ochota jeszcze nie jest zbyt wielka. Obawiam się, że jutro rano osiągnie maksimum i w pośpiechu będę pitrasić słodkości. Podjadając dyskretnie lecz bez umiaru.

Ceny artykułów szkolnych mnie przerażają. Na szczęście udało się już skompletować wszystko dla Pierworodnego, łącznie z butami (koniecznie na białej podeszwie). 


Jak to będzie?
Jak to będzie?

A no będzie i radzę aby było dobrze.

Jest mi dobrze.


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Eee - to chyba córa będzie jak na słodkie masz ochotę:-) Ja przez całą ciążę jadłam kwaśne i ostre rzeczy i zgodnie ze starymi przesądami syn się pojawił. Najważniejsze żebyś dbała o siebie i nie nadwyrężała się z niczym ale o tym to Ty doskonale z pewnością wiesz, bo przecież masz Pierworodnego.

Co do gotowania, to ja właśnie dziś się za to wzięłam, choć nie przepadam za pichceniem:-)

Książki rzeczywiście są drogie i na nieszczęście coraz ich więcej! Jako nauczyciel praktykujący sama nie mogę się nadziwić ile te dzieciaczki muszą dźwigać...