piątek, 24 października 2014

30.

W sumie to nie jestem taka pewna, że potrafiłabym żyć na końcu świata. Tak na stałe, na poważnie. Może dwa tygodnie na kompletnym odludziu zrobiło by dobrze na mój mózg, który bywa coraz podatniejszy na zagotowanie. Momentami obawiam się, że wykipi całkowicie, permanentnie skurczony Skurczybyk.

Chociaż, jeśli koniec świata wygląda tak... Może warto było by się zastanowić?

Najpierw jednak musiałabym nauczyć się robić pijaną wiśnię, bo z zakupem tego słodkiego cudeńka, mógłby być drobny problem. 

2 komentarze:

Sarahh pisze...

Nie wiedziałbym, który koniec świata wybrać..,

Pani eM. pisze...

Co prawda, to prawda:)