środa, 29 października 2014

32.

Cóż to, że wstałam skoro świt, skoro nadal w mało elegancki turban odziana, snuję się po domu. Szukam sposobów na to, jak wyremontować swoją gębę, aby chociaż udawała mniej spuchniętą. Zapałka miała rację: to facet był! Facet jak nic! Ten, który obecny stan rzeczy stanem błogosławionym nazwać raczył.  Wszystko idzie jak krew z nosa. Pod górkę się znaczy. Sapie to człowiek po wdarciu się na dziewiąty stopień z rzędu, a jak tu się doczołgać na drugie piętro z siatką pomidorów w ręce?! 

Piękna jestem. Oj tak, tak, tak. Tłumaczę sobie i wmawiam i lustro zaklinam na wszelkie sposoby. I proszę i błagam. Ani prośbą ani groźbą. Nic nie skutkuje, balon jak balonem był tak balonem pozostał. Z tego oto miejsca zapytuję, o odpowiedź szybką prosząc: skąd, do jasnej cholery tudzież do kurwynędzy, dorwać płaszcz wielkości namiotu i to żeby jeszcze ciepły był?! I wygodny?!

I nic nie poradzę na to, że mi słodkie o stokroć bardziej jeszcze smakuje!


2 komentarze:

Sarahh pisze...

Gdzieś przeczytałam, że jak jest pod górkę to oznacza, że człowiek pnie się na szczyt... a to chyba dobrze, nie? ;-)

volver pisze...

A co tam! Nie odmawiaj sobie słodkiego :)