Tegorocznych świąt listopadowych szczerze się bałam. Obawiałam się swoich emocji, zdominowanych przez wspomnienia oraz głęboką gorycz. Zdarza mi się, gdzieś pośrodku rozgrzebanych obowiązków domowych, płakać. Nie chciałam tego. Pragnęłam zadumy i skupienia, chciałam odrzucić żal i spróbować się pogodzić. Zwyczajnie, po ludzku, marzyłam o spokoju, który przyszedł. Łez nie było, chociaż ból pozostał. Zawsze to jakiś postęp, kolejny krok na przód. Jestem za to wdzięczna.
Nie można wiecznie uciekać.
2 komentarze:
byle do przodu choć by małymi kroczkami
"Nie można wiecznie uciekać"
Prawda, czasami trzeba stawić czoła nawet największym przeciwnością...
Ponoć czas jest najlepszym lekarstwem...
Ściskam!
Prześlij komentarz