niedziela, 16 listopada 2014

41.

Niedzielne wieczory kojarzą mi się z winem. Tak bardzo odwykłam od tego, że mi czegoś nie wolno, że zamiast cieszyć się z tego na co zakazu (Bogu dzięki!) nie ma, rozpamiętuję to, czego czynić chwilowo nie mogę. Chwilowo -  do odwołania. Z doświadczenia wiem, iż chwila ta będzie bardzo długa i głośna.

Mam wilczy apetyt na sen.

3 komentarze:

mała czarna pisze...

Śpij Kochana, sen to lek najlepszy na wszystko! :)

Anonimowy pisze...

Ja mi w ciąży chciało się wina - szok! I zapalić papierosa. Kawy na szczęście nie musiałam sobie żałować :-)

zapałka pisze...

Wino, tesknie za nim okropnie. I jeszcze serów pleśniowych mi sie strasznie chce! Ogolnie mam taka naturę, ze jak czegos nie moge to w sekundzie mi sie tego chce, w ciazy sie ta moja cecha bardzo uwidacznia ;)