Szpilki mam wygodne. Dobrze leżą. Płynę wśród tłumu, udaję, że nie
widzę niczego.
Uśmiech jest na miejscu, niesforne pukle przyklejalą się do szminki. Ona nigdy nie wypłowieje.
Ignoruję szepty. Te z okolic potylicy.
Im bardziej próbuję zerwać więź, tym większe wyrządzam szkody.
Nie można wiecznie uciekać.
Od tego, kim się jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz