Noc odeszła, chociaż nigdy się nie zaczęła. Znowu deszcz. Ten sam, który karmi mnie niepokojem, jednocześnie przynosząc ulgę. Powietrze przejrzyste, trzeźwiące, dające nowe siły. Mądre gwiazdy, zatroskany księżyc.
Otula mnie chłód, szum rzeki. Krople deszczu kończą swój żywot na moich nagich ramionach, policzkach oraz nosie. Ciemność liczy moje piegi, które z jej perspektywy wydają się być niemożliwie fascynujące.
Tkwię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz